O autorze
Magdalena Jarzębowska, zawodowo - psycholog, specjalista psychodietetyki, certyfikowany trener warsztatów psychologicznych. Na co dzień pracuje z osobami otyłymi nad zmianą nawyków ( nie tylko żywieniowych). Propagatorka holistycznego patrzenia na problem zbędnych kilogramów, przeciwniczka wszelkich diet odchudzających, które kaleczą ciało i duszę. Autorka wielu publikacji na temat nadwagi i otyłości u dorosłych i dzieci, a także książki, dla wiecznie odchudzających się kobiet pt. Krótka bajka o odchudzaniu z happy Endem oraz współautorka książki dla dzieci "Kuchnia pełna przygód, czyli na tropie tajników dobrego odżywiania".
Autorka i terpautka w Psychodietetycznym Programie www.zmienswojenawyki.pl
Prywatnie – wiecznie poszukująca wyzwań idealistka, żona, mama Gabrieli i Bogumiła, którzy są inspiracją do ciągłego rozwoju.

Stosunek do jedzenia - to element edukacji

Mój trzyletni syn, od września rozpocznie żywot przedszkolaka, moja córka przestąpi po raz pierwszy próg szkoły. A ja, jak zwykle będę martwić się, czy placówki, do których posyłam dzieci, spełnią moje oczekiwania - także, te w obrębie wyżywienia.

Ważnym czynnikiem, który biorę pod uwagę przy wyborze miejsca edukacji jest stosunek przedszkola i szkoły do jedzenia. Dlaczego? Z kilku powodów.

Mój syn jest alergikiem
Dwa lata temu, kiedy stało się jasne, że Bogumił ma rozległą alergię pokarmową, z dnia na dzień musiałam zmienić całe swoje myślenia na temat gotowania. Zmienić organizację zakupów i przestrzeni w kuchni, nawyki żywieniowe swoje i całej rodziny. Dzięki szybkiej reakcji i konsekwencji, panujemy nad alergią syna, nie pozwalając siać spustoszenia w jego organizmie. Choć, wciąż jeszcze ( na szczęscie rzadko) zdarza się, że czegoś nie doczytam lub nie dopilnuję i przez następny miesiąc Boguś boryka się z atopowym zapaleniem skóry, biegunką, bólem brzucha, rozdrażnieniem i przeraźliwym świądem całego ciała.
Dlatego, tak ważna jest dla mnie pewność, że przedszkole będzie współpracować ze mną i chronić mojego syna przed szkodliwym dla niego pożywieniem.

Stosunek do posiłków jest elementem edukacji
Niezwykle dbam o to, by jedzenie zajmowało ważną przestrzeń w życiu rodzinnym. Szczególnie ważne są dla mnie wspólne posiłki, jak często się da oraz towarzyszące im zasady, które dzieci akceptują. Wiedzą, że jeść trzeba w spokoju ( choć zdarza im się pokłócić lub pobić przy stole ), nie zajmując się innymi czynnościami ( oglądaniem tv, zabawą ), czekać aż inni skończą, posprzątać po sobie itp.
Od placówki edukacyjnej oczekuję, żeby w miarę możliwości troszczyła się o tę sferę a nawet ją pielęgnowała.
Jeśli martwimy się ( jako społeczeństwo) rosnącą falą otyłości wśród dzieci, powinniśmy także martwić się o żywienie naszych dzieci , głównie w szkołach, bo w przedszkolach tak źle nie jest. I nie mam na myśli tylko asortymentu sklepików szkolnych. Ale raczej przestrzeń do spokojnego zjdzenia śniadania czy obiadu, której najczęsciej nie ma. Dzieci jedzą drugie śniadanie w drodze z jednej sali do drugiej, lub siedząc na podłodze korytarza, po której biegają i krzyczą inne dzieci. Poganiane przez dzwonek, kończący zbyt krótką przerwę. Obiadu wiele z nich nie widzi wogóle, bo albo nie ma stołówki albo nie można się do niej dopchać, albo zwyczajnie jedzenie w niej serwowane jest niedobre ( bez wyboru).

Jaki przekaz z tego stanu rzeczy płynie do dzieci - jedzenie nie jest ważne, jeść trzeba szybko i byle jak, najszybciej można najeść się drożdzówką


Jak często rodzice poruszają ten temat z nauczycielami i dyrekcją szkoły ? Co robią, żeby zmienić ten stan rzeczy ? Czy wogóle jest, to dla nich ważne ?

Dla mnie jest. Dlatego, o to pytam. I wyobraźcie sobie, że znalazłam szkołę, dla której też jest. Dlatego między innymi, Gabrysia powita w niej nowy rok. Boguś, także w swoim przedszkolu będzie bezpieczny, dostając codziennie, specjalnie dla niego przygotowane posiłki.
Trwa ładowanie komentarzy...