O autorze
Magdalena Jarzębowska, zawodowo - psycholog, specjalista psychodietetyki, certyfikowany trener warsztatów psychologicznych. Na co dzień pracuje z osobami otyłymi nad zmianą nawyków ( nie tylko żywieniowych). Propagatorka holistycznego patrzenia na problem zbędnych kilogramów, przeciwniczka wszelkich diet odchudzających, które kaleczą ciało i duszę. Autorka wielu publikacji na temat nadwagi i otyłości u dorosłych i dzieci, a także książki, dla wiecznie odchudzających się kobiet pt. Krótka bajka o odchudzaniu z happy Endem oraz współautorka książki dla dzieci "Kuchnia pełna przygód, czyli na tropie tajników dobrego odżywiania".
Autorka i terpautka w Psychodietetycznym Programie www.zmienswojenawyki.pl
Prywatnie – wiecznie poszukująca wyzwań idealistka, żona, mama Gabrieli i Bogumiła, którzy są inspiracją do ciągłego rozwoju.

Jak przekonać dziecko do dobrego odżywiania

Nie od dziś wiadomo, że połączenie edukacji, w tym żywieniowej, z przygodą i atrakcyjnym bohaterem, z którym może utożsamiać się dziecko, daje mieszankę, która ma szanse wpłynąć na jego postawę.

Ja ostatnio miałam okazję obserwować na moim własnym dziecku, jak działa ten mechanizm. Chcecie "posłuchać"? Zacznę więc od początku.

Gabrysia całą drogę z przedszkola, opowiadała podekscytowana o wędrownikach (dosłowny cytat), którzy objeździli pół świata. O pustyni, na której jest strasznie gorąco, trzeba pić dużo wody i zakładać długą spódnicę ( mimo upału), o dżungli, w której żyją dzikie zwierzęta, więc trzeba mieć zawsze strzelbę przy sobie, do obrony itd.

- Wiesz, ja też bym chciała być wędrownikiem - powiedziała Gabrysia
- Tak, a dlaczego? - zapytałam. Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci, z tego spotkania?
- To, że Amelka jest tylko parę lat ode mnie starsza, wiesz ona nie chodzi do szkoły, tylko rodzice ją uczą sami, podczas tych wszystkich wypraw.
- A kto to jest Amelka ?- zdziwiłam się
- To córka wędrowników, wędruje razem z nimi. To musi być super fajne.
- Może kiedyś, też będziesz wędrować, ale na razie trzeba się do tego dokładnie przygotować - powiedziałam poważnie.
- Tak wiem, muszę kupić sobie mapę świata, taką prawdziwą, rozkładaną na całą podłogę, albo globus...

Nasza rozmowa trwała jeszcze przez jakiś czas, a jej konkluzja była taka, że w sobotę idziemy na poszukiwanie niezbędnej literatury, która będzie wstępem do wędrowania po świecie. Myślicie, że rano Gabrysia nie pamiętała o swoich planach, wręcz przeciwnie, przy śniadaniu zaprezentowała listę potrzebnych rzeczy. Umówiłysmy się, że na początek kupimy globus i latarkę czołówkę. I kupiłyśmy. Minęło od tego czasu już kilka tygodni, a zapał Gabrysi do wędrowania nie mija. Oprócz wędrówek palcem po globusie, wędruje z plecakiem ( kolejny zakup) i w czołówce, po najbliższej okolicy.


W między czasie wędrownicy, byli już dwa razy w przedszkolu z jeszcze ciekawszymi opowieściami. Imię Amelki wypowiadane jest przez moją córkę, przynajmniej kilka razy dziennie. Na ostatnim spotkaniu dziewczynka opowiadała o higienie w podróży i o tym, czym grozi jej brak, szczególnie w bardzo ciepłych krajach. Od tego momentu Gabrysia ( mimo, że nie zmieniła strefy geograficznej) zaczęła 3 razy częściej myć ręce itp.

Bardzo cieszę się z nowego hobby mojego dziecka, zastanawiam się, jak duży wpływ na jej przemianę ma Amelka. Dziewczynka nieco starsza ( zawsze punkt odniesienia dla sześciolatki) ale nie za bardzo ( można się z nią utożsamić), opowiada o przygodach, które sama przeżyła ( Gabrysia też by, tak chciała). Co by było, gdyby traperzy przyszli bez dziecka i przekazywali swoje doświadczenia z perspektywy człowieka dorosłego. Pewnie byłoby ciekawie, ale czy mieliby, taki wpływ na postawę Gabrysi.

- Ale, ale ty tu miałaś pisać o tym, jak zachęcić dziecko do dobrego odżywiania - odezwał się głos krytyka . A piszesz o jakiś wędrownikach ( co to za nazwa w ogóle).
- Właśnie robię ważny wstęp do dalszych rozważań - zgasiłam, czepiającą się moją drugą naturę.

Pewnie już się domyślacie, co będę chciała napisać dalej. Rodzice wędrowcy dobrze wiedzieli, co robią zapraszając córkę do objazdów po przedszkolach i szkołach. Ich mała wędrowniczka była wspaniałym modelem, do naśladowania dla innych dzieci. I nie chodzi tylko o chęć przeżycia przygody. Chociaż przygoda, też ma znaczenie. Ze spotkań, Gabrysia przyniosła, także zapał do częstszego mycia rąk, czytania książek i picia wody, zamiast słodkich napojów. Genialny pomysł, genialne wykonanie.

Nie od dziś wiadomo, że połączenie edukacji ( w tym żywieniowej) z przygodą i atrakcyjnym bohaterem ( z którym może się utożsamiać dziecko) daje mieszankę, która ma szansę wpłynąć na jego postawę.

Czy nasza książka ( Kuchnia pełna przygód) ma szansę zrobić tę dobrą robotę. Spełnia wiele warunków. Jest przygoda ( a nawet tajemnica, którą trzeba rozwikłać), są wakacje ( a więc czas, kiedy może się zdarzyć absolutnie wszystko), jest sympatyczna mała bohaterka ( z którą można się tożsamić, lub pragnąć być taką, jak ona), no i jest przekaz edukacyjny. Jak on brzmi w skrócie?

Poszukiwanie własnych kulinarnych gustów, nowych i przede wszystkim zdrowych smaków, to fantastyczna przygoda. Ci, którzy ich poszukują, spędzają atrakcyjne czas, Ci którzy jedzą śmieciowe jedzenie są okropnie nudni. I wiele innych ważnych wniosków, które wyciągają dzieci ( przetestowane na nich). Macie szansę przyczynić się do tego, że książka ta, trafi w szeleszczącej formie ( bo na razie jest tylko ebookiem) do rąk młodych poszukiwaczy, także dobrego smaku.

Jak możesz nam pomóc,? w
Wspierając nasz projekt na : [url=https://polakpotrafi.pl/projekt/kuchnia-pelna-przygod]Tekst linka[/url]
Trwa ładowanie komentarzy...